Skip to main content

Godziny otwarcia

Szanowni Czytelnicy, szkolimy się dla Was.

W związku z tym, 26 marca (czwartek) nasze placówki będą otwarte od godziny 13:00

Za utrudnienia przepraszamy.

AktualnościBiblioteka onlineUncategorized

Magazyn „Fiszka” nr 56-57 – Koty w literaturze

By 17 lutego, 2026No Comments
Zdjęcie kota z książką "Zaleca się kota". Logo biblioteki. Tekst: Fiszka nr 56-57, styczeń-luty 2026, manga, dzień kota, koci bohaterowie, literatura dziecięca, beletrystyka, cena: jeden uśmiech.

BKR ODSŁONA PIĘĆDZIESIĄTA SZÓSTA I PIĘĆDZIESIĄTA SIÓDMA

Można powiedzieć, że na przekór mainstreamowi Biblioteczne Kolegium Redakcyjne (w skrócie BKR) nie wybrało na temat nowej "Fiszki" powieści miłosnych. Sami przyznajcie, to byłoby zbyt łatwe. Do tego pisaliśmy już nieraz o tym temacie. Ponieważ mamy kota na punkcie kotów 😉 to bohaterem pierwszego numeru w tym roku zostały właśnie te urocze zwierzaki.

Bo kto nie lubi cichego, uspokajającego mruczenia? Słodkich miauknięć czy miękkiego futerka, które tak dobrze grzeje, gdy za oknem temperatura mrozi? Słowem BKR przyznaje, koty są spoko i co więcej, często pojawiają się w literaturze.

Pełnią tam najrozmaitsze role: od bohaterów, przez towarzyszy podróży, po uczestników wydarzeń czy obserwatorów. Pozwalają spojrzeć na rzeczywistość z innego punktu widzenia, bo sami przyznajcie - koci charakter to coś, co nie poddaje się łatwym ocenom (i BKR cicho przyznaje rację stwierdzeniu, że koty są zapewne z kosmosu).

Zatem zapraszamy Was na wielowymiarową kocią przygodę w literaturze. Zaparzcie sobie kawę lub herbatę, weźcie ciepły koc i przekonajcie się, co też koty wyprawiają w książkach.

Dobrej lektury w nowej fiszkowej formie!

okładka książki Laurence Bobis "Kot. Historia i legendy"

Laurence Bobis „Kot. Historia i legendy”

„Kot. Historia i legendy” Laurence Bobis to bez wątpienia fascynująca lektura dla prawdziwych miłośników kotów, których wśród grona BKR nie brakuje. Autorka ukazuje postrzeganie i wyobrażenie tych sympatycznych stworzeń na przestrzeni wieków, od starożytności po czasy nowożytne. Przeanalizowała ogrom materiałów poświęconych temu tematowi, m.in. tekstów historycznych, traktatów prawnych i medycznych, poważnych dzieł literackich, bajek oraz artefaktów. Zgromadzona przez nią wiedza niejednokrotnie szokuje, a czasami zasmuca do łez.

Historia rozpoczyna się od starożytnego Egiptu, gdzie ubóstwiano kota i otaczano go kultem. Postrzegano go wręcz jako zwierzę święte. Trzymano w świątyniach, okazywano wdzięczność za to, że atakuje żmije i inne jadowite węże. Wizerunek kota widniał nawet na egipskich sztandarach wojennych.

Starożytnych Greków i Rzymian z kolei dziwił osobliwy kult, jakim Egipcjanie otaczali kota. Podchodzili oni do niego nieufnie, z uwagi na egzotyczne pochodzenie. Uważali go za złodzieja ptaków, zwierzę nocne i chimeryczne, o nadzwyczaj bujnym temperamencie. Mimo tych wad, na początku naszej ery, w ślad za kultem bogini Izydy kot osiedlił się w Europie, jako zwierzę domowe i łowca myszy. Pozostałości po starożytnym świecie ukazują nam tysiące świadectw z wizerunkiem kota w sytuacjach życia codziennego. Spotykamy go w odkryciach archeologicznych, na wazach greckich, monetach, czy w grobach.

Czarne chmury zebrały się nad naszym bohaterem w średniowieczu. Jego reputacja stawała się coraz gorsza, ale rola w średniowiecznym społeczeństwie zaczyna być określona. Jest on łączony ze wszystkimi ważnymi wydarzeniami z ludzkiego życia: z narodzinami, miłością i śmiercią. Główną rolą kota jest wówczas łowienie gryzoni. Ma określoną cenę i staje się przedmiotem handlu. Kocia skóra sprzedawana jest na futra, a wnętrzności szeroko wykorzystuje się w średniowiecznej medycynie, robiąc z nich maści i inne specyfiki m.in. na reumatyzm lub przeciwko łysieniu. W licznych tekstach naukowych słynnych średniowiecznych profesorów z ważnych włoskich ośrodków uniwersyteckich koci mózg opisuje się jako truciznę.

Taka wiedza wzmaga niechęć ówczesnego społeczeństwa do kota, a potęguje ją fakt zapisany w szesnastowiecznych traktatach medycznych o tym, że kot to zwierzę jadowite. Rozliczne przykłady pokazują, jak wiele wad mu przypisywano, np. lenistwo, próżność, zdradzieckość, łakomstwo i lubieżność. Te pejoratywne cechy miały być charakterystyczne i wspólne dla kota i kobiety, z którą go kojarzono. W bajkach i przypowieściach w XVII w. zwierzę nadal budzi negatywne skojarzenia, uosabia przywary ludzkie i długo jeszcze uchodzi za niezbędnego tępiciela myszy.

Negatywny stosunek do kota trwa aż do nowożytności, kiedy to powoli zaczyna się zmieniać. W tym czasie obserwuje się stopniowe przywiązywanie się kota do ludzi we wszystkich środowiskach. Na salonach ceni się koty rasowe i podkreśla ich wyższość nad odmianą europejską. Spotyka się je w gabinetach ministrów, a nawet w komnatach królewskich. W literaturze XVIII w. podchodzi się do kota humorystycznie, a kolejny wiek przynosi rewolucję. Poeci i pisarze mają go za towarzysza, a słynni malarze uwieczniają na płótnie. Status kota ulega zmianie, zauważa się i docenia jego cechy charakteru takie, jak niezależność, rozumność i brak uległości, przeciwstawiając je psim atrybutom. Kot w końcu zyskuje podmiotowość.

Książka Laurence Bobis to fascynująca lektura popularnonaukowa. Dzięki ciekawemu i zaskakującemu doborowi zawartych w niej informacji czyta się ją jednym tchem. Autorka dokonała wprost gigantycznej pracy, badając obszerny materiał historyczny i gromadząc ogrom ciekawych informacji w książce. Lektura ma niezwykle bogatą bibliografię, a strony opatrzone są wieloma przypisami, co sprawia, że można się z niej wiele nauczyć nie tylko o kotach, ale przede wszystkim o ówczesnych społeczeństwach.

Miłośnicy mruczków powinni z całą pewnością ją przeczytać, aby lepiej zrozumieć naturę swoich ulubieńców i odkryć tajemnicę ich osobliwych zachowań.

okładka książki S.F. Said "Sny kota Warłapa"

S. F. Said „Sny kota Warłapa” (poziom II)

Czy można nauczyć się czegoś od kota? Oczywiście, że tak (i nie chodzi o techniki podkradania jedzenia czy bezszelestnego skradania się). W pięknym, choć starym domu na wzgórzu mieszka wyjątkowa kocia rodzina. Błękitne koty mezopotamskie uważają się za kocią arystokrację i podkreślają to na każdym kroku. Poza szlachetnym urodzeniem wiąże się z nimi jeszcze legenda kota Jalala i jego wyjątkowej drogi. Przygód i mądrości, która z wiekiem zaciera się, choć nadal fascynuje. Wraz z pojawieniem się dwóch czarnych kotów i obcego mężczyzny wygodne życie Warłapów dobiega końca.

Nie wszyscy jednak dostrzegają niebezpieczeństwo. Młody Warłap, chcący ostrzec swoich bliskich, zostaje wyśmiany i odtrącony. Jedynie dziadek bierze jego stronę. Senior przekazuje mu pewną tajemnicę oraz misję uratowania rodziny. By to uczynić, ciekawy świata Warłap będzie musiał opuścić swoje schronienie i udać się w poszukiwaniu pomocy. Znaleźć psa - tajemniczą bestię, której nigdy nie widział na oczy. Przydadzą mu się w tym elementy legendarnej drogi Jalala, ale jak je odkryć i odnaleźć się w wielkim świecie, o którym młody kot nic nie wie?

BKR przyznaje, że Warłap chwycił go za serce. Po pierwsze swoją niezłomną nadzieją, po drugie pragnieniem uratowania innych, po trzecie siłą woli. To bystry kociak, który choć popełnia błędy, umie wyciągać wnioski. Nie jest także obojętny na los innych i nie toleruje zła. Na poły przygodowa, na poły filozoficzna książka, przekazuje mądre i wartościowe treści i uczy doceniać to, co ważne. Dużo akcji oraz sympatyczni bohaterowie, motyw przyjaźni i rywalizacji tylko dodają jej uroku. Słowem, polecamy!

okładka książki Beaty Sarnowskiej "Koci zaułek"

Beata Sarnowska „Koci zaułek” (poziom II)

Szkolna codzienność wcale nie jest łatwa. Przekonują się o tym Lena, Zuzia, Ola i Julka. Dziewczyny w opozycji do stale zmieniających się i przetasowujących grup klasowych tworzą własną pod znakomitą nazwą "No name". Nie podoba im się wyróżnianie się na siłę, odcinanie się od innych, spychanie niektórych osób na margines klasowy czy robienie z nich pośmiewiska.

Choć wiele je różni (Lena jest zapaloną piłkarką, Ola tancerką, Zuzia ciągle szuka dla siebie hobby i zmienia je jak rękawiczki, a Julia marzy o posiadaniu swojego zwierzątka), mają ze sobą też wiele wspólnego. Tym, co je łączy jest miłość do kotów i wolontariat w fundacji Koci zaułek. By pomóc kotom, bohaterki włączają się w szkolny festyn z okazji Światowego Dnia Zwierząt.

Przygotowania utrudniają jednak piętrzące się problemy i niejasności między dziewczynami. Zaaferowane własnymi sprawami nie dostrzegają, że tuż obok przyjaciółka potrzebuje pomocy i zmaga się z trudnościami.

„Koci zaułek” to całkiem życiowa książka. Bohaterki są nieźle napisane, mają swoje wady i zalety. Popełniają błędy, np. mówiąc o kilka słów za dużo, ale też starają się naprawić to, co zepsuły. Realizują swoje pasje, przeżywają pierwsze zauroczenia, nastoletnie humory. Dostrzegają również to, co dzieje się dookoła - zachowania kolegów z klasy, które nie powinny mieć miejsca czy przykre podziały. Nad tym wszystkim króluje jednak przyjaźń i miłość do kotów.

BKR całkiem dobrze się bawiło podczas lektury, docenia współczesny język, warstwę dydaktyczną książki (która absolutnie nie razi!) oraz ilustracje Joanny Rusinek (ech, te koty!) i z chęcią sięgnie po dalsze przygody młodych kocich opiekunek.

okładka książki Sosuke Natsukawy "O kocie, który ratował bibliotekę"

Sosuke Natsukawa „O kocie, który ratował bibliotekę”

Pisząca te słowa część BKR zatarła ręce z przejęcia, gdy tylko dowiedziała się, że wychodzi nowa część historii o rudym kocie Torze. Tym razem sarkastyczny zwierzak trafia na godnego przeciwnika - trzynastoletnią dziewczynkę, która zadziwia go swoją siłą ducha. Początkowo Tora nie chce, by Nanami wyruszyła z nim w niebezpieczną podróż, ostatecznie jednak zgadza się na pomoc miłośniczki literatury.

Choć kruchego zdrowia, Nanami zadziwia miłością do książek, które towarzyszą jej od najmłodszych lat, zaskakująco trafnymi pytaniami oraz prawdomównością. By ratować książki, które są jej przyjaciółmi i bibliotekę, będącą jej drugim domem, nie cofnie się przed niczym. Wędrując z Torą po labiryncie przekonuje się, że niektórzy chcą zniszczyć literaturę. To, co dla niej jest najcenniejsze, dowódca szarych ludzi uważa za zagrożenie, które trzeba wyeliminować. Kim jest wróg? Czy chorowita nastolatka jest w stanie pokonać ogromną siłę? Przekonajcie się sami.

BKR uwielbia tę serię za japoński, konkretny styl pisania bez wielosłowia, sympatycznych bohaterów i zdania, do których aż chce się wracać. Powieść zostawia czytelnika z kilkoma tematami do refleksji, tymi ogólnoludzkimi, ale też i książkowymi. Zakończenie jest zaskakujące i daje pole do snucia domysłów. Plusem jest także pojawienie się starego przyjaciela, którego znają czytelnicy poprzedniej części. Nie trzeba jednak znać „O kocie, który ratował książki”, by odnaleźć się w tym tytule.

BKR na koniec wspomni tylko jedną rzecz z powieści - w zalewie byle jakich książek giną prawdziwe perełki, tytuły mające siłę zmienić życie czytelnika. To zaplanowane działanie. By tak się nie stało, sięgajcie po dobre książki, a ta jest jedną z nich. BKR gorąco poleca. Solidna literatura w dobrej formie.

okładka książki Makoto Shinkaia, Naruki Nagakawy "Ona i jej kot"

Makoto Shinkai, Naruki Nagakawa „Ona i jej kot”

Tytuł tej niewielkiej rozmiarów książki powinien raczej brzmieć: One i ich koty. Kobiet mamy bowiem tutaj cztery, połączonych ze swoimi kocimi towarzyszami więziami terapeutyczno-przyjacielskimi. Proste zdania wiodą czytelnika poprzez dwie narracje: ludzką i zwierzęcą. Wydarzenia opisywane na przemian z perspektywy kotów i kobiet następują po sobie zgodnie z porami roku, czasem dramatycznie, czasem emocjonalnie, przeważnie jednak refleksyjnie. Życia ósemki bohaterów przeplatają się; kobiety znają się z sąsiedztwa, z pracy lub szkoły. Koty również się znają i po kociemu komentują więzi istniejące na tym świecie.

„Ona i jej kot” to krótka powieść z happy endem, która raczej nie pozostanie w pamięci BKR na długo. Można ją zaliczyć do modnego nurtu literatury ciepłych pocieszaczy rodem z Azji, ale zdaniem BKR prezentuje poziom zaledwie przyzwoity. Owszem, wątki przeplatają się i kończą szczęśliwym finałem, samotna Miyu, błądząca Reina, cierpiąca na depresję Aoi i zmęczona Shino zmieniają swoje życie na lepsze, ale… Prosty, niemal przezroczysty język, miejscami ocierający się o banał sprawia, że powieść przepływa przez czytelnika jak szemrzący strumień, a potem znika bez śladu.

Jeśli ktoś akurat potrzebuje pocieszacza na jeden-dwa wieczory, można po tę książkę sięgnąć, jednakże na rynku wydawniczym, tudzież w naszej bibliotece, znajdzie się na pewno wiele lepszych pozycji.

okładka książki Takashiego Hiraideo "Kot, który spadł z nieba"

Takashi Hiraide „Kot, który spadł z nieba”

Refleksyjna i kameralna, napisana precyzyjnym językiem powieść o szacunku wobec żywych stworzeń.

Bezimienny narrator i jego bezimienna żona wynajmują mieszkanie w domku położonym w ogrodzie obok głównej posiadłości, w której mieszka bezimienne starsze małżeństwo. Obok ogrodzenia i furtki biegnie nietypowa, zygzakowata ścieżka, którą nazwali Dróżką Błyskawicy. To właśnie tam, pewnego dnia, mały, bezimienny synek bezimiennej sąsiadki znajduje i przygarnia małą kotkę. Chibi – zwierzęta jako jedyne noszą w tej opowieści imiona – zaczyna odwiedzać domek narratora i wkrótce staje się u nich częstym gościem.

Powieść (nowela? Dziennik?) nie obfituje w zbyt wiele zwrotów akcji. Zapiski narratora dotyczą codzienności, najbliższego otoczenia, relacji z właścicielką, a przede wszystkim natury, zwierząt i Chibi. Bezimienność ma podwójne znaczenie: z jednej strony może świadczyć o tym, że czytany tekst jest w dużej mierze oparty na prawdziwych przeżyciach autora, z drugiej uwypukla znaczenie przyrody. Małżeństwo bowiem traktuje goszczącą u nich kotkę z szacunkiem. Przywiązują się do niej bardzo, lecz nie próbują jej brać na ręce, nakłaniać, by została dłużej, zostawiają jej wolność w wyborze swoich ścieżek.

Oszczędny, precyzyjny język prowadzi czytelnika przez mały, zaciszny świat narratora, wypełniony refleksjami na temat przyrody, przemijania i tęsknoty. Świat pozbawiony wybuchów gwałtownych emocji, stonowany. „Kot, który spadł z nieba” to lektura dla potrzebujących wytchnienia od literackich fajerwerków i uczuć na sterydach.

okładka mangi Kanaty Konamiego "Przytulny dom Chi"

Kanata Konami „Przytulny Dom Chi”

Gdybyście się jeszcze nie domyślili po poprzednich dwóch recenzjach, Japończycy lubią koty. Jako potwierdzenie tej tezy, BKR wzięło na warsztat mangę „Przytulny Dom Chi”.

Manga o małej kotce, która gubi się na ulicy i spod opiekuńczych łapek swojej mamy trafia w opiekuńcze dłonie ludzkiej rodziny, ma niepoliczalne ilości uroku i ciepła. Chi jest kociakiem, więc wszystko ją ciekawi, ale szybko się rozprasza. Lubi spać, mleczko dla kociąt i głaskanie. Nie lubi hałasu, krzyków i wizyt u weterynarza. Króciutkie rozdziały przedstawiają kolejne perypetie powiększonej rodziny Yamada, których spora część związana jest z koniecznością ukrywania Chi przed sąsiadami i administratorką budynku – z powodu zakazu trzymania zwierząt pod groźbą eksmisji.

Na plus mangi należy zaliczyć fakt, że przedstawia 100% kota w kocie - Chi zachowuje się jak Typowy Kot TM i wielu właścicieli wąsatych tygrysków odnajdzie tutaj swoich pupili. Treść przeznaczona jest nawet dla młodszych dzieci, spokojnie mogą ją czytać sześciolatki. Prosta, wyraźna kreska, nieprzeładowane szczegółami kadry, oszczędne kolory tym bardziej pomagają młodszym czytelnikom śledzić losy kotki. Niemniej jednak BKR uważa, że „Przytulny Dom Chi” nadaje się dla każdego, niezależnie od wieku. Samo dobro i dziecięca radość zamknięte w formacie kompaktowej mangi.

okładka książki Sho Ishidy "Zaleca się kota"

Shō Ishida „Zaleca się kota”

Książka Shō Ishidy „Zaleca się kota” to obowiązkowa pozycja nie tylko dla wszystkich miłośników kotów, ale również dla osób poszukujących pokrzepiających lektur. Jest to zbiór luźno powiązanych ze sobą opowiadań, których główni bohaterowie odwiedzają nietypową poradnię psychologiczną, do której mogą trafić tylko niektóre osoby... Przychodnię prowadzi niezwykły lekarz, który twierdzi z entuzjazmem, że „zdecydowaną większość problemów można rozwiązać kotem”. Zaskakująca recepta miesza w życiu bohaterów.

Pomimo, że tytuł od razu wskazuje, o czym jest fabuła książki, pozycja nie nudzi czytelnika. Koty, pojawiające się w opowiadaniach, mają nie tylko różne umaszczenie, ale też rozmaite charaktery, a ich indywidualność wpływa na z pozoru uporządkowane życie pacjentów poradni Kokoro. Przygody bohaterów, choć niezbyt spektakularne, pokazują, że „puchata” zmiana może odmienić spojrzenie na dotychczasowe troski.

Lekki styl autorki oraz nutka baśniowości sprawiają, że książkę czyta się z przyjemnością. Optymistycznie nastrajają również czytelnika zakończenia opowiadań, pozostawiają go z wiarą, że bohaterowie są w stanie zmienić swoje życie na lepsze.