BKR ODSŁONA PIĘĆDZIESIĄTA CZWARTA I PIĘĆDZIESIĄTA PIĄTA
Biblioteczne Kolegium Redakcyjne (w skrócie BKR) robiło co mogło, ale ma tylko dwie łapki (w sensie każdy z redakcji ma po dwie łapki), a pracy przybywa. Przygotowując kolejne numery “Fiszki”, dobieramy lektury, często wyczytujemy po raz pierwszy wszystko, co pojawia się w danym numerze. Robimy wiele innych rzeczy, a ponieważ dochodzą nowe obowiązki, projekty, a pomysły, które mamy w głowach, też domagają się realizacji, postanowiliśmy przekształcić nasz magazyn w dwumiesięcznik.
Mamy nadzieję, że przyjmiecie tę decyzję ze zrozumieniem. Chcemy dostarczać Wam jak najlepszych treści, sprawdzać dla Was popularne tytuły, ale też działać jak najlepiej stacjonarnie, więc forma dwumiesięcznika sprawdzi się najlepiej. W grudniu stanęliśmy na głowie, by zakończyć rok “Fiszką”, która będzie wyjątkowa tematycznie.
W tym numerze wybiegamy w przyszłość. Polecamy Wam książki, głównie z literatury obyczajowej i kryminalnej, od których możecie zacząć nowy rok czytelniczy. Próg wejścia w te historie nie jest wysoki. Fabuły wciągają, napięcie rośnie, tematy są różne, a książek aż nie chce się odkładać (jak dobrze, że jest długi weekend na początku roku).
Wybrane tytuły pozwolą Wam odpocząć i przenieść się do zupełnie innego świata. A przed nami sporo czasu na czytanie, więc jeśli skorzystacie z urlopu, będziecie mogli solidnie odpocząć i zanurzyć się w literacki świat. Może zatem warto wybrać nie jeden a kilka tytułów? Coś z tego numeru i poprzednich? Rozpiętość tematyczna “Fiszki” jest naprawdę duża, więc macie w czym wybierać.
My życzymy Wam w nadchodzącym Nowym Roku zdrowia, samej pomyślności, spokojnych i wypełnionych dobrem dni, czasu na odpoczynek, pielęgnowanie swoich pasji i spróbowanie czegoś nowego oraz dobrych lektur. Realizowania planów i marzeń, ale też zadbania o balans między pracą a wolnym czasem.
Wasze Biblioteczne Kolegium Redakcyjne (BKR).
Maciej Siembieda “Gołoborze”
Maciej Siembieda to marka sama w sobie. Jeśli czytaliście jakieś jego książki to doskonale wiecie, czego się spodziewać. A co, jeśli pisząca te słowa część BKR powie, że tym razem autor przeszedł sam siebie? Że stworzył historię, o której będziecie myśleć jeszcze długo po skończeniu lektury?
Ziemia świętokrzyska kryje w sobie wiele tajemnic. Sekretne obrzędy, ludowe wierzenia, kobiety, które określa się mianem czarownic i którym lepiej nie wchodzić w drogę. Do tego jeszcze prawo zwyczajowe, przekazywane od wieków, które jest o niebo silniejsze niż jakiekolwiek nakazy narzucane z góry. Prawo gromady to świętość. Jeśli między mieszkańcami jest jakaś sprawa do rozwiązania, policjantom czy innym przedstawicielom władzy absolutnie nic do tego. Wszystko odbywa się według z góry ustalonych zasad, nawet jeśli okazują się nie do końca sprawiedliwe, a milczenie sięga aż do grobowej deski.
W takim właśnie klimacie odbywa się konflikt między Kończakami i Cebrzynami. Waśń trwająca od pokoleń, której początek wielu może wydać się wręcz niewyobrażalny. Zwaśnieni mieszkańcy Grabina robią wszystko, by umocnić swoją pozycję w społeczeństwie i uprzykrzyć życie wrogom. Stawka jest wysoka a jeden z rodów nie będzie zawracał sobie głowy czymś takim jak moralność, by zrealizować swój cel.
W tle konfliktu będzie wybrzmiewać walka o niepodległość, II wojna światowa, nieciekawe czasy PRL-u. Raz Kończakowie, raz Cebrzynowie będą najbardziej liczącą się i bogatą we wsi familią. Różnić ich będzie jedno - troska o ojczyznę i moralność. Nie dajcie się jednak zwieść, każdy ma swoje za uszami. W tej niekończącej się waśni, gdy zemsta przechodzi z pokolenia na pokolenie, a jej dopełnienie nie podlega dyskusji, rodzi się miłość. Uczucie, które mogłoby wszystko zmienić, gdyby nie zapiekłość i fakt, że to właśnie zemsta jest wartością najwyższą w tej opowieści.
“Gołoborze” to oparta na prawdziwych wydarzeniach historia o nienawiści, która nie ma granic. O ludziach oszalałych na punkcie zemsty niszczącej ich życie. Przepleciona z patriotycznymi i ludowymi wątkami wciąga, zaskakuje i każe zadać sobie pytanie, czy jest granica, za którą można powiedzieć “dość” i po prostu żyć dalej bez kultywowania krwawej tradycji.
Rachel Hawkins “Willa”
Piękna włoska willa, w której dwie przyjaciółki mają odbudować swoją relację. Emily pragnie ruszyć dalej i napisać kolejną książkę, choć nie chce kontynuować serii powieści cozy crime. Chess musi wymyślić nowy kontent dla swojej społeczności, którą zbudowała na bazie mentoringu. Każda z nich jest z pozoru kobietą sukcesu, jednak pod płaszczykiem gwiazdy kryje się bolesna rzeczywistość.
Bohaterki lądują w owianej złą sławą willi, w której w latach 70-tych rozegrała się tragedia. To właśnie w Aestas gwiazda rocka Noel Gordon spędzał czas z gitarzystą Pierce’m Sheldon’em, jego dziewczyną Mari, jej siostrą Laurą oraz Johnem Dorchesterem. Pełna napięcia atmosfera, hipisowskie imprezy, ciągle zmieniający się układ relacji, wzajemnych nieporozumień i uprzedzeń zaowocował zaginięciem Pierce’a oraz nieśmiertelnymi dziełami kultury - horrorem “Zmartwychwstanie Lilit” napisanym przez Mari oraz genialną płytą Laury.
W tym samym miejscu po latach czas spędzają właśnie Emily i Chess. Wydarzenia, które się tu rozegrały są dla nich inspiracją. Ważną rolę odgrywa również rywalizacja kobiet i chęć wybicia się. Na jaw wychodzą sekrety, które zmienią bieg wydarzeń i sprawią, że atmosfera w Aestas znów przybierze mroczny charakter.
“Willa” to całkiem nieźle skrojona historia wypełniona uprzedzeniami, pretensjami, zawiścią, zazdrością, zdradami. To opowieść o toksycznych relacjach, które tylko z pozoru wydają się w porządku. Autorka pokazuje jak bardzo egoizm może niszczyć. Historię z przeszłości przeplata dziejami przyjaciółek, które starają się odkryć prawdę o wydarzeniach sprzed lat.
BKR nie będzie ukrywać, że bardziej przypadła mu do gustu starsza historia wobec której relacja Emily-Chess wypada dość blado. Jest tu trochę klimatu Agathy Christie, trochę skojarzeń z “Frankensteinem” Mary Shelley, nieco gotyckości i trop domu, który pamięta. W którego ścianach zapisały się losy jego mieszkańców. Nie jest to dzieło wybitne, ale całkiem dobrze się je czyta. Jeśli zatem nie wymagacie od zagadki wielkich zawirowań i nie oczekujecie spektakularnego zakończenia, które wstrząśnie Waszym czytelniczym światem, powinniście się całkiem dobrze bawić podczas lektury.
Ariel Lawhon “Rzeka lodu”
Jeśli macie ochotę na połączenie kryminału i powieści historycznej ta książka zdecydowanie jest dla Was.
W małej społeczności Hallowell, gdzie twardą ręką rządzą mężczyźni, a kobiety nie mają w zasadzie nic do powiedzenia, dochodzi do tajemniczej zbrodni. W skutej lodem rzece zostaje odnalezione ciało Joshuy Burgessa - jednego z dwóch mężczyzn oskarżonych o gwałt na żonie pastora. Początkowo sprawa wydaje się po prostu wypadkiem, ale miejscowa akuszerka Martha zauważa szczegół, który świadczy o czymś zupełnie innym. Tak rozpoczyna się batalia sądowa, w której kobieta będzie starała się ochronić swoją przyjaciółkę, rodzinę a także doprowadzić do sprawiedliwego wyroku.
Zadanie nie będzie łatwe, gdyż drugim podejrzanym jest miejscowy sędzia, a w świecie rządzonym przez mężczyzn słowo kobiety nie znaczy praktycznie nic. Autorka pokazuje, jak bardzo XVIII-wieczne Stany Zjednoczone uzależniały życie kobiety od ojca czy męża. Tymczasem Martha Ballard - postać historyczna, która pozostawiła po sobie liczne dzienniki, stanowiące doskonałe źródło informacji o ówczesnym życiu, jest kobietą twardą, niezłomną, inteligentną i gotową zrobić wszystko, by sprawiedliwości stało się zadość.
Ma ona swoje wewnętrzne powody, które czytelnik poznaje w trakcie lektury. Mocno podkreśla patriarchalny charakter sądownictwa i obyczajowości, łatwość z jaką mężczyznom uchodzą płazem nawet największe zbrodnie, podczas gdy kobieta może zostać skazana na dotkliwą grzywnę czy areszt za nieporównanie mniejsze przewinienia. Dodatkowo bohaterkę rozjusza zgoda na przemoc wobec kobiet oraz fakt, jak ciężko udowodnić gwałt. Martha ma jednak oparcie w Ephraimie, mężu, który kompletnie nie przystaje do wzoru ówczesnych mężczyzn, a w poglądach o partnerstwie małżonków czy edukacji kobiet znacząco wyprzedza swoje czasy.
Akuszerka opowiada o ciężkim życiu, cudzie narodzin, walce z uprzedzeniami oraz zarozumiałością mężczyzn, która często doprowadza do tragedii, co widać na przykładzie doktora Page’a. Kreśli niezwykle wciągający obraz społecznych relacji, które ciekawią znacznie bardziej niż sama intryga, choć ta również jest niczego sobie.
Dobry język i styl autorki oraz umiejętność prowadzenia fabuły zapewnią Wam dobrze spędzony przy lekturze czas.
Remigiusz Mróz “Węzeł czasu”
BKR ma od czasu do czasu fazę na sprawdzanie, co słychać u Remigiusza Mroza. Lubi autora, choć tęskni za pierwszymi powieściami, które wydają się bardziej przeznaczone dla polskiego niż zagranicznego czytelnika. Kiedy jednak chce odpocząć i dać się porwać zwariowanym pomysłom pisarzy, powieści Remigiusza Mroza są jak znalazł. Zapnijcie zatem pasy i przygotujcie się na charakterystyczne dla autora twisty, zaskakujące i niewyjaśnione zwroty akcji, rzeczy których dociekać nie będziemy i zakończenie, które spokojnie może stanowić wstęp do kolejnego tomu.
Agnieszka ma dziurę w pamięci. Nie ma pojęcia jak znalazła się w lesie, dlaczego spotkała w nim mówiącego po niemiecku mężczyznę ani z jakiej racji ma na sobie starodawny strój a w torbie papiery na Agnes Schiffer i kilka innych zaskakujących rzeczy. Gdy trafia do hotelu w Oppeln przez okno dostrzega swoją przyjaciółkę. Kobiety starają się ustalić, jakim cudem znalazły się w latach 30-tych XX wieku i co mają zrobić. Bądźmy szczerzy, nie trzeba być detektywem, by domyślić się najbardziej oczywistej rzeczy pod słońcem – nasze bohaterki będą próbowały zgładzić pewnego Austriaka, który ma rozpętać w przyszłości prawdziwe piekło na ziemi.
Problemem w wykonaniu tego planu będzie jednak August - gorliwy wyznawca Adolfa, a jednocześnie największa słabość Agnes. To właśnie on stanie się obiektem westchnień kobiety, więcej nawet, miłością jej życia. Czy jednak zwykła dziewczyna z XXI wieku, owszem obyta historycznie, ale kompletnie niezaznajomiona z działalnością wywiadowczą, ma szansę wyeliminować rosnącego w siłę wodza partii?
BKR nie będzie spoilerować. Doda natomiast, że poza wątkiem sensacyjnym, jakim jest próba rozprawienia się z Hitlerem, miłosną historią Augusta i Agnes, znajdziecie tu również motyw podróży w czasie (skąpy jak na historię o nich właśnie) oraz rodzinny - dotyczący siostry głównej bohaterki. Jak na Remigiusza Mroza przystało będzie szybko, intensywnie, mrocznie, momentami ciężko, bez wnikania w szczegóły. Słowem – jeśli chcecie płynąć z opowieścią o alternatywnej historii, może się Wam spodobać.
Radek Rak “Alef. Agla”
Sofja Kluk, córka profesora mieszkająca na uniwersytecie, jest już trochę zmęczona czekaniem na powrót ojca z wyprawy badawczej. Kiedy w końcu dochodzi do niej wyczekiwany list, okazuje się, że nie jest nawet pisany ręką rodzica. Czas dłuży się, a spotkania z przyjaciółmi i ryzykowne eskapady wcale nie posuwają go do przodu. Los jednak szykuje dla bohaterki coś niezwykłego.
Sofja dzięki wstawiennictwu profesora zostaje wysłana na nauki magii. Tam poznaje całkiem inne oblicze świata i przeżywa swoje pierwsze uczucie. Jako że bohaterka jest bardzo charakterna, nie słucha do końca swojej mentorki, ściągając przez to na siebie wielkie kłopoty.
Pisząca te słowa część BKR nie jest człowiekiem fantastyki, ale jakże wsiąkła w świat wykreowany przez Radka Raka. Wyobraźcie sobie XIX-wieczny Kraków (choć nienazwany z imienia), w którym działa bezpieka, praktykuje się magię, korzysta z usług płatnych zabójców (i nie jest to absolutnie niczym złym), w którym dzieją się rzeczy niepojęte, a nad wszystkim pieczę sprawuje tajemniczy Car, którego nikt nie widział. Do tego między sobą żyją ludzie, raki i wiele innych stworzeń, a przemiana w inną formę nie jest niczym niezwykłym.
Filozofia, religia i gnoza miesza się tu z tym, co wykreowała wyobraźnia autora. Wydarzeń jest naprawdę sporo, bohaterowie co rusz muszą zmagać się z nowymi sytuacjami i wielkimi trudnościami. Radek Rak nie oszczędza butnej, inteligentnej i charakternej Sofji. Dziewczyna w dość bolesny sposób poznaje świat, przekonuje się o swojej lekkomyślności, uprzywilejowanej pozycji, brutalności świata. Dojrzewa bardzo szybko, choć często BKR czuło żal, że dotykają ją nieszczęścia. Rekompensuje to jednak czarny humor i ironia, które pojawiają się w tekście oraz licznie występujące nawiązania do dzieł kultury.
“Alef” czyli pierwszy tom trylogii to doskonała zabawa dla tych, którzy lubią odszukiwać konteksty, kochają intertekstualność, cenią sobie niepokornych bohaterów, prawdziwe emocje i nieposkromioną wyobraźnię. Dzieło Radka Raka można czytać wielopoziomowo. Można skupić się na pierwszej warstwie czyli historii Sofji, która intryguje i porywa swoją odmiennością. Można również zagłębić się w poszukiwaniu kolejnych warstw, odniesień do tego, co znamy. I w jednym i w drugim przypadku czeka Was doskonała zabawa w świetnym stylu i dobrym języku.
Carley Fortune “Tamto złote lato”
To nie był zaplanowany wyjazd. Alice, chcąc pocieszyć pozbawioną energii babcię, wybiera się z nią do Barry’s Bay. Doskonale pamięta lato sprzed lat, zaintrygowanie pływającymi żółtą motorówką nastolatkami, których uwieczniła na zdjęciu. Dziewczyna nie przełamała wówczas nieśmiałości, ale ta jedna fotografia była wstępem do przyszłego życia. To dzięki niezwykłemu ujęciu Alice znalazła swój cel i powołanie.
Pobyt nad jeziorem przypomina jej o pełnym luzu i ciekawości lecie. Lekkości, z jaką wtedy żyła i pasji, którą zdaje się przytłaczać wypełniona oczekiwaniami klientów codzienność. Przeszłość jednak zdaje się wracać, bo oto staje oko w oko z jednym z chłopaków z motorówki. Przystojnym, dużo już starszym Charliem, który jest nie tylko seksowny, ale ogromnie pewny siebie i ironiczny. Nietrudno się domyślić, że ta dwójka będzie się przyciągać jak magnes. Romans wisi w powietrzu, a zbliżenie wydaje się tylko kwestią czasu.
Wspólne poranki i wieczory wypełnia poznawanie się i gra. Ona pod maską profesjonalistki i opanowanej pani fotograf skrywa nieśmiałą i niepewną siebie dziewczynę. On pod płaszczykiem uwodziciela i lekkoducha wydaje się zupełnie inny. Potrafi słuchać, być poważny, opiekuńczy. Ale jest coś jeszcze - pewna tajemnica, którą skrywa Charlie.
BKR przyznaje, ma słabość do autorki. Lubi jej historie osadzone w małych miejscowościach, napawające nostalgią, w których przeszłość miesza się z teraźniejszością, bohaterowie nie są jednowymiarowi, a na horyzoncie zawsze czai się jakaś przeszkoda i to zwykle nie z tych, po których można z zażenowaniem przewrócić oczami.
Carley Fortune umie zaczarować. Choć BKR nie jest fanem scen miłosnych w jej wydaniu, to reszta jest naprawdę w porządku. Bohaterów darzy się sympatią, fabuła wciąga, malownicze opisy urzekają, a całość jest lekka i przyjemna. Z nutką tęsknoty za czasem, gdy wszystko było prostsze. Tu bonus “Tamto złote lato” to historia bohatera, który pojawił się w “Każdym kolejnym lecie”, ale nie musicie znać pierwszej książki, by sięgnąć po ten tytuł. Owszem poznanie dalszych losów bohaterów jest satysfakcjonujące i daje szerszy ogląd, ale i bez tego dacie radę i nic nie będzie Wam umykało.
Celny wybór dla miłośników letnich romansów.
Julie Olivia “Jeśli to cię uszczęśliwia”
Na koniec idealna pozycja dla zdeklarowanych jesieniar i wszystkich, którzy tęsknią za latami 90-tymi. Wyobraźcie sobie miasteczko rodem z "Gilmore Girls". Takie przytulne z altanką na środku, lokalnymi sklepikami, malutkimi pensjonatami i społecznością, w której absolutnie każdy zna każdego. Gdzie gościnność i życzliwość są na równi z ciekawością i wścibstwem, ale rodem z tych inspirowanych troską o drugiego człowieka (nawet jeśli bywa to koszmarnie męczące).
Takie jest właśnie Copper Run - idylla, do której po śmierci mamy trafia Michelle. Do momentu ukończenia przez jej siostrę studiów ma zająć się pensjonatem, który prowadzili rodzice bohaterek.
Dla ambitnej kobiety, która na promocji zęby zjadła to bułka z masłem. Tylko..., herbatniki pieczone przez nią na śniadanie są niejadalne, small talk zupełnie nie wychodzi, goście stronią od zostawiania pozytywnych rekomendacji, a nawet od samej Michelle. Do tego ma problem z kompletnie ignorującym ją spadkiem po byłym mężu - mającym własne zdanie na każdy temat psem. Przystojny i nieprzewidywalny sąsiad, ojciec dwójki dziewcząt i miejscowy piekarz też nie ułatwia jej życia. Jakby tego było mało wszyscy opowiadają o mamie Michelle same ciepłe i dobre rzeczy. Opisują ją jako kogoś, kogo bohaterka zupełnie nie poznaje, co mocno boli.
Nie ma co się jednak użalać nad sobą. Trzeba zakasać rękawy, schować dumę do kieszeni, poprosić o pomoc, nauczyć się kilku nowych rzeczy, skorzystać z posiadanej wiedzy i odetchnąć pełną piersią. Okazuje się bowiem, że małe wścibskie miasteczko, wcale nie jest takie złe, a sąsiad przyprawia o szybsze bicie serca.
BKR czuje sentyment do tego tytułu. Zwariowanych rodzinnych perypetii niczym z sitcomu, specyficznego humoru Cliffa, jego dobroduszności i postawy względem kobiet. Małomiasteczkowego klimatu, smaczków z lat 90-tych, wydarzeń rodem z filmów z Meg Ryan, prostego schematu fabuły czy balansowania między komedią a życiowymi, poważnymi historiami. Oceniłoby tę powieść nieco wyżej, gdyby nie krindżowa scena miłosna, która kompletnie odstaje od całości. No cóż, mogło być lepiej, ale nie przekreśla to całości, która naprawdę się sprawdza dla miłośników lekkich historii z oldskulową nutką.
