BKR ODSŁONA SZEŚĆDZIESIĄTA I SZEŚĆDZIESIĄTA PIERWSZA
Biblioteczne Kolegium Redakcyjne (w skrócie BKR) planując nowy numer "Fiszki" kierowało się tym, co warto zabrać ze sobą na wakacje czy przeczytać, wykorzystując nieco więcej wolnego czasu. Nie przewidywało jednak fali upałów, które po pierwsze "nieco" utrudniają funkcjonowanie, a po drugie wymagają bardzo lekkiej lektury. Liczymy jednak na naszą różnorodność tematyczną i fakt, że pogoda się zmieni.
Tym razem zabieramy Was w literacką podróż po różnych tematach i gatunkach literackich. Będzie kosmicznie, ekologicznie, historycznie, popularnonaukowo, melancholijnie, kryminalnie i zabawnie. Słowem, każdy znajdzie coś dla siebie.
Przygotujcie sobie zatem coś do picia, najlepiej zimnego. Życzymy miłej lektury!
John Ironmonger "Niedźwiedź i zakład o przyszłość" tłum. Jowita Maksymowicz-Hamann
Historia rozpoczyna się od barowego starcia lokalnego mieszkańca-idealisty z politykiem. Wiadomo, że nie zapowiada to niczego dobrego. Skrajnie różne poglądy, podobnie zacięte charaktery i cóż, mamy z tego zakład, który z prędkością światła staje się wiralem. Jeden filmik wrzucony w internet zmienia życie mężczyzn i sprawia, że ich ścieżki zaczynają się przecinać.
Wiele lat później bohaterowie znów się spotykają. Tom ma kochającą rodzinę i walczy o planetę, Monty wspina się po szczeblach kariery. Zmienia się wiele, ale obaj nadal są względem siebie nieufni, chowają żal oraz rozgoryczenie, które nimi targają i zostają przy swoich racjach. Ich drugie spotkanie niespodziewanie kończy się tragicznie. W końcu zaś po kolejnych latach lądują na krze, gdzie przyjdzie im zawalczyć o życie.
John Ironmonger snuje klimatyczną (dosłownie i w przenośni) opowieść o ludziach pragnących zmieniać świat, ale na swój sposób. Kontrastuje cynicznego polityka, myślącego o sławie i zapisaniu się na kartach historii, z oddanym naturze i przyszłym pokoleniom idealistą. Odmalowuje fascynującą historię o organizmie, który nauczył się rozkładać drewno i zmienił losy świata. Podkreśla skutki działalności człowieka, postępującą degradację planety i brak wrażliwości oraz dalekowzroczności społeczeństwa. Piętnuje myślenie, "oby nam było dobrze, inni niech się martwią".
Tom uświadamia czytelnikowi bardzo ważną rzecz - Ziemia jest naszym wspólnym domem i wszyscy mamy prawo tutaj żyć. Mówi o skutkach niefrasobliwości ludzi i pesymistycznej wizji przyszłości, jeśli nie zaczniemy działać od razu i konkretnie. Tytułowy niedźwiedź staje się tu symbolem zmiany, ale nic więcej nie zdradzimy.
BKR nie ukrywa, że "Niedźwiedź i zakład o przyszłość" je poruszył. Sam koncept zakładu należy pochwalić, podobnie jak bohaterów, którzy zdecydowanie są charakterni. Wrażliwość na kwestie środowiskowe oraz klimatyczne jest jak najbardziej na plus. BKR ceni także styl i język autora i tutaj pragnie mocno zaakcentować dobre tłumaczenie książki. Słowem, trafiona lektura na lato.
Łukasz Orbitowski "Wróg"
Teraz pora na nieco cięższą lekturę, choć ciekawą. Jeśli wydaje się Wam, że współczesnego centrum handlowego absolutnie nic nie może łączyć ze starożytnym Rzymem, to koniecznie przeczytajcie powieść Orbitowskiego (i powiedzmy to sobie szczerze, nie chodzi o sceny rozgrywające się podczas przecen i promocji).
Rzym, młody Neron marzy o karierze aktora. Chce także brać udział w wyścigach rydwanów. Marzenia to niestety jedno, a rzeczywistość drugie. Czeka na niego tron, do którego coraz większymi krokami prowadzi go matka, niszcząc w chłopaku wrażliwość i dobro. Niechętny rządzeniu, ale uległy bohater wkracza do świata intryg, w którym zostaje zmuszony do czynów, jakich nie miał najmniejszej ochoty popełniać. Jak refren w jego relacji wracają słowa "źle to wyszło".
Neron usprawiedliwia się, szuka wymówek, pokazuje jak to źli ludzie i zły świat sprowadził go na drogę czynów, z których nie jest dumny. Umniejsza swoje winy, zrzuca z siebie odpowiedzialność. Jedyną jasną rzeczą wydaje się w jego historii miłość do Poppei, ale i ona jest naznaczona występkiem, bólem, a potem wręcz szaleństwem.
Kraków i pożar Centrum Handlowego Gigant. Strażak, Staszek Zoll, opowiada o swoim życiu, które może pomóc ustalić, kto jest winny tragedii. Wspomina o wchodzeniu w dorosłe życie, relacjach z bliskimi i przyjaciółmi, osobliwych warunkach mieszkaniowych oraz pasji, która staje się niepokojąca.
"Wróg" to powieść, w której niemal od pierwszych stron BKR zadawało sobie pytanie, o co chodzi i jak to się rozwinie. Autor sprytnie portretuje Nerona jako ofiarę urodzenia i historii. Swoistą marionetkę w rękach polityki matki, a potem walki o życie. Czasem nawet w BKR było bliskie współczucia bohaterowi, który przecież miał dobre intencje i zupełnie inne plany. Wchodzenie coraz głębiej do świata niesnasek, podstępów, pogrążania się w niespełnionych nadziejach, a potem do oderwania się od rzeczywistości było bardzo dobrze nakreślone. Autor utrzymywał napięcie, bardzo powoli wyjaśniał sytuację, wywołując coraz większe zdziwienie. BKR docenia przewrotny pomysł, wykonanie, humor i pokazanie, że teraźniejszość wcale nie jest mniej brutalna niż przeszłość.
Sławek Gortych "Święto Karkonoszy"
Najnowsza część serii karkonoskiej. Ziemie Odzyskane, trudny temat i miejsca kryjące w sobie wiele tajemnic. Naznaczone tragediami mieszkańców. Bronisław Kowalewski szuka tu swojego miejsca na ziemi. Jego matka nie może się podnieść po rodzinnej tragedii oraz utracie domu. Podobnie jak syn wszędzie czuje się obco, z tą różnicą, że coraz bardziej zamyka się w swoim świecie, podczas gdy on próbuje dalej żyć. Ma dobrą pracę, podobają mu się góry, tylko pozostali w Jeleniej Górze Niemcy przypominają mu o wojennych ranach. Wkracza jednak w ten świat i zaczyna działać na rzecz nowych mieszkańców. Pomysł na to, jak zintegrować lokalną społeczność, by poczuła się jak w domu podsunie mu Emma, Niemka która pozostała w Hirschbergu.
Dni Karkonoszy mają uczcić 900-lecie powstania Jeleniej Góry. Imprezy, iluminacja gór, nawiązująca do pierwszych polskich obchodów święta po wojnie, to tylko niektóre z atrakcji. Jedną z najważniejszych jest pieszy rajd, w którym Robert, syn legendarnego karkonoskiego przewodnika, jest honorowym uczestnikiem. Pomimo doskonałej znajomości gór nie dociera on jednak z przyjaciółmi do kolejnego punktu kontrolnego. Co się stało? Czy za opóźnienie odpowiada załamanie pogody czy dziwne zachowanie mężczyzn na szlaku? Sytuacji nie wyjaśnia pojawienie się w końcu w schronisku Nad Śnieżnymi Kotłami roztrzęsionego Roberta. Czas ucieka, a los mężczyzn nadal pozostaje nieznany.
Maksymilian Rajczakowski dołącza do akcji ratunkowej, mając nadzieję na znalezienie zaginionych. Niepokoją go późni turyści, opowiadający o spotkaniu z uczestnikami rajdu, wobec których czuje niechęć. Z gorączkowej i rwanej relacji Roberta stara się stworzyć całość, która pomoże mu uratować jego towarzyszy nim będzie za późno.
BKR nie chce zdradzać za wiele, żeby nie zaspoilerować Wam fabuły. Dość rzec, że do wspomnianych historii dołącza nieudana sytuacja rodzinna Roberta, jego problemy z alkoholem oraz niespodziewana wizyta, po której mężczyzna znajduje w ogrodzie zakopane zwłoki. Czy jego ojciec, legenda Karkonoszy, mógł zrobić komuś krzywdę i zataić zbrodnię?
Sławek Gortych (w doskonałej formie) wciągnął BKR w poszukiwanie prawdy i snucie hipotez. Przepięknie odmalował majestat i nieprzewidywalność Karkonoszy oraz skomplikowane i trudne relacje starych i nowych mieszkańców, wplatając w to intrygę kryminalną. Nie zabrakło oczywiście wątków historycznych, co BKR bardzo ceni u pisarza i jego wrażliwości. Wśród książek Gortycha, BKR ma innego ulubieńca, ale "Święto Karkonoszy" plasuje się zaraz za nim.
Nadia Terranova "Wszędzie widzę morze" tłum. Luiza Krolczuk
Wyobraźcie sobie niezbyt piękny i deszczowy dzień. Taki, w którym niespecjalnie chce się wyjść na zewnątrz. To jednak nie przeszkadza głównej bohaterce snuć marzeń o morzu i domu babci, gdzie spędza wakacje. Co rusz jakaś rzecz przypomina jej o przygodach i miłości do morza. Opowiada także o relacjach ze swoimi bliskimi, choć często w sposób niedosłowny.
To będzie bardzo krótka recenzja, ponieważ tę książkę trzeba po prostu przeczytać. Lekko nostalgiczna, melancholijna, oniryczna i piękna. BKR zachwyciło się treścią, ale i ilustracjami, choć z reguły preferuje nieco inny styl. Jest to książka, którą gorąco poleca młodym i starszym czytelnikom.
Marissa Meyer "Cinder" tłum. Magdalena Grajcar
Przyszłość. Raczej dość odległa, bo po IV wojnie światowej. Wbrew temu, co można by pomyśleć, apokalipsa nie nastąpiła. Na Ziemi zapanował pokój i trwa już od 126 lat. Krajobraz polityczny rzecz jasna uległ zmianie – planetą rządzą teraz duże twory państwowe, w rodzaju Unii Afrykańskiej, Republiki Amerykańskiej czy Federacji Europejskiej. W jednym z nich – Wschodniej Wspólnocie, obejmującej obszar m.in. Chin, Japonii i Indochin, żyje dziewczyna imieniem Cinder.
Cinder jest mechaniczką, ma wredną macochę, dwie przyrodnie siostry i jest domowym popychadłem. Brzmi znajomo? Dodajmy jeszcze, że pewnego dnia do jej warsztatu przychodzi książę Kai, dziedzic cesarza Wschodniej Wspólnoty… Coś jakby Kopciuszek? W inspiracji na pewno, ale nie w realiach świata przedstawionego. Cinder w ok. 36% jest cyborgiem. Ziemię nęka śmiertelna pandemia nowej choroby, litumozy, na którą nie ma lekarstwa, a cyborgi są zachęcane, by zgłaszać się dobrowolnie do programu badań nad lekarstwem (czyli by dawać się zarażać chorobą, następnie przyjmować kolejne wersje leku i umierać).
Na domiar złego, na Ziemię ostrzy sobie zęby Levana, despotyczna i okrutna królowa Księżyca. Nasz satelita jest zamieszkany już tak długo, że mieszkający tam Lunarowie, chociaż wyglądają jak ludzie, genetycznie nimi nie są. W toku ewolucji wykształcili dar, pozwalający im kontrolować bioelektryczność, co de facto umożliwia im przejęcie władzy nad czyimś umysłem. Mogą tworzyć iluzje, wmówić obserwatorowi wszystko, zmienić swój wygląd, mogą też przejąć nad kimś kontrolę i kazać mu się okaleczyć albo zabić. Na Lunie każdy ma dar, a Skorupki, czyli dzieci go pozbawione, są na rozkaz Levany zabijane, jako „zagrożenie dla społeczeństwa lunarskiego” (a konkretnie dlatego, że Skorupek nie da się kontrolować). Levana ma pragnienie władania Ziemią i nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój cel. Cinder, jak łatwo się domyślić, wpadnie w sam środek tej kosmicznej rywalizacji.
Pomimo kilku fabularnych niedociągnięć i naciągnięć, powieść Marissy Meyer czyta się nieźle. Właściwie przeznaczona jest dla starszych nastolatek (15+), o czym wyraźnie świadczą opisy młodzieńczego zauroczenia, walących serc i niezręczności, niemniej jednak dorośli czytelnicy też znajdą w lekturze pewną przyjemność. Chociaż praktycznie od samego początku można się domyślić, kim jest Cinder, dość ciekawie zarysowany świat sprawia, że chce się czytać dalej. „Cinder” to 1. tom cyklu. W dalszych częściach poznamy Scarlett i Wilka (Czerwonego Kapturka), Cress i kapitana Thorna (Roszpunkę) oraz Winter (Śnieżkę) i możemy w pełni docenić zabawę motywami z klasycznych baśni. Na wakacyjny odpoczynek – lektura jak znalazł.
Katie Kirby "Żenujące życie Lottie Brooks" tłum. Anna Klingofer-Szostakowska
Zaiste ciężko jest mieć prawie 12 lat. Najlepsza przyjaciółka Lottie Brooks przeprowadza się z rodzicami do Australii (a to duuużo stref czasowych od Anglii), co oznacza, że Lottie wkroczy samotnie w nową klasę. Na dodatek ma za mały biust, by nosić stanik, a jej obserwatorów na insta można policzyć na palcach obu par kończyn. Rodzice szykują jakąś niespodziankę (strach się bać)… a potem jest gorzej. Aż z tego wszystkiego Lottie zaczyna pisać dziennik i ozdabiać go rysunkami.
Powieść pisana jest lekkim, zabawnym językiem, o doświadczeniach, z którymi niejedna młoda czytelniczka może się utożsamić. Grupki szkolne, relacje przyjacielskie, popełniane mniej lub bardziej świadomie błędy, ich konsekwencje, z którymi trzeba się mierzyć… Chłopcy, którzy wpadają w oko. Tematy uniwersalne, niezależnie od tego czy się mieszka w Australii, Anglii czy Polsce. Co prawda BKR ma wrażenie, że czytało lepiej napisane i fajniejsze pozycje o „dziewczyńskich” tematach, ale „Lottie Brooks” zła nie jest, zęby nie bolą przy lekturze, bo nie trzeba nimi zgrzytać i zaciskać szczęk.
Łukasz Dynowski "Atomowi. Testy nuklearne na ludziach"
Słońce, plaża, rajskie wyspy. W sumie dobra służba… trochę nudno, ale poza tym okoliczności przyrody piękne. Dowództwo nie powiedziało, o co chodzi przed przypłynięciem tutaj, ale… Wreszcie coś się dzieje. Przychodzą rozkazy. Płynąć do podanych współrzędnych. Na dany znak odwrócić się od okien okrętowych i zacisnąć mocno powieki, wbić sobie pięści w oczy. 3… 2… 1… Błysk. Taki, że widać własne kości przeświecające przez zaciśnięte dłonie. Kiedy można się już odwrócić, za oknami potężnieje grzyb.
W atolu Enewetak zdetonowano w sumie 44 bomby atomowe, a wojsko wysyłało oddziały w okolice testów za każdym razem. I nie tylko tam. Świt nowej ery po detonacji pierwszej bomby w 1945 roku przyniósł wiele pytań. Jedno z nich: a co, jeśli Rosjanie dokonają desantu na zachodnie wybrzeże USA? A może zrzucić na ich wojska atomówkę, a potem posłać żołnierzy, by wyłapali resztę? No ale do tego trzeba sprawdzić, jak wojsko zachowuje się po detonacji. Proszę zatem, pustynia na Nevadzie, okopy 4 km od punktu zero. Kucamy, wybuch, fala uderzeniowa i… wstajemy i idziemy w stronę grzyba, tak długo, póki się da.
Brzmi upiornie? Niedorzecznie? Niewyobrażalnie? A jednak. Wszystko to prawda. Podczas atomowej gorączki, kiedy na przełomie lat 40. i 50. oraz później Amerykanie testowali na potęgę, wiele osób, żołnierzy i cywili, zostało napromieniowanych. Świadomie bądź nie, otrzymywali duże dawki, co potem odbiło się na zdrowiu ich i ich dzieci. Łukasz Dynowski pojechał na zlot weteranów atomowych, który regularnie odbywa się w Stanach i rozmawiał z ostatnimi żyjącymi ludźmi, jacy doświadczyli potęgi atomu, a także z ich dziećmi i wnukami. Zebrał w jednym reportażu wiedzę o udziale żołnierzy, o kolejnych seriach testów, o przerażającej łatwości, z jaką rządy posyłały swoich obywateli w stronę grzybów, by sprawdzić… co właściwie? Odporność? Efekty psychiczne i fizyczne? By mieć świadków drżącej ziemi i wzburzonego oceanu? Ziejących kraterów i zniszczeń?
Lektura wstrząsająca, wcale nie lekka i przyjemna, lecz potrzebna. Zawsze bowiem warto przypominać, że ludzkim życiem nie można tak łatwo szafować, a raz uwolnionych promieniotwórczych cząstek nie da się pozbyć. Rozpadną się same, ale za dziesiątki, setki lub tysiące lat.
